O zachowaniu na Facebooku (II) : usuwanie ze znajomych

Obawy przed wyrzucaniem ze znajomych na fejsbuku są znacznie przereklamowane. A przecież ciągle się na nie natykamy: mówi się o tym trochę z lękiem, a trochę półgębkiem, z niepewnością, jakby to było tabu jakieś. Owszem, są wśród nas ci zawodowcy, którzy robią to demonstracyjnie, z lękiem i hukiem, ci, którzy karmią się inbą i chwalą się kogo ostatnio zbanowali. Ale dla nas, skromnych robotników winnicy Marka Zuckerberga, jest to często problem, zagwozdka. Dylemat, jeśli nie etyczny, to przynajmniej praktyczny.

Wszem i wobec trzeba jednak głosić, że wszelkie obawy przed usuwaniem ze znajomych są przesadzone, a wątpliwości rozdęte. Należy to robić śmielej i częściej niż się wydaje. Jeżeli ktoś się zdegenerował do internetowego trolla, jeżeli czyjeś poglądy nie dość, że są wzięte z czasów Wielkiej Smuty, to jeszcze przychodzą w pakiecie z kompulsją apostołowania, jeżeli wreszcie ktoś nie ma literalnie nic do powiedzenia, ale codziennie ubiera ten fakt w nowe słowa – nie wahajmy się ani chwili. Usuwajmy, odświeżajmy, idźmy do przodu. Żadne prawo przyrody, ani nawet ekonomii, nie mówi że mamy obowiązek mieć w znajomych wszystkich bez wyjątku.

Powinniśmy też pamiętać, że gra tutaj  różnica kulturowo-językowa między USA a Polską. Oryginalne „friend” w „Facebook friend” to bynajmniej nie jest odpowiednik polskiego „przyjaciel”. To jest w ogóle trochę porażka autorów słowników i nauczycieli języka angielskiego, że wmówiono nam, ze słowo „friend” niby znaczy „przyjaciel”. Nie znaczy. Polskie „przyjaciel” jest nieporównanie cięższe i węższe, dotyczy znacznie większego stopnia zażyłości i niesie tę nieznośną lekkość metafizyki, że wiecie, przyjaciel nie zdradza, że lojalność, że Rudy i Zośka i tak dalej. Amerykańskie „friend” stawia te granice nieporównanie szerzej. „Friends” to jest zbiór wszystkich znajomych w ogóle, a nawet kandydatów na znajomych, włącznie z tymi których widzieliśmy raz i w przelocie. Stąd też, „Facebook friends” to nie są żadni „przyjaciele”, ale raczej  luźna i szeroka siatka osób, z którymi mamy lub mieliśmy coś wspólnego. Siatka, która wiele umożliwia, ale do niczego nie zobowiązuje.

Nie obędzie się też bez podtekstu etycznego. Wiemy gdzie jesteśmy i dokąd zaprowadził nas internet. Żyjemy w rozchodzących się kręgach rozbieżnych postprawd, w środowiskowo-ideowych bańkach, która rezonują życiem wyłącznie własnym. Każdy z nas jest wypadkową swojej bańki – nie ma zmiłuj. Ale czy to znaczy, że musi być jej więźniem? Otóż nie. To jest prawo i obowiązek jakie daje i jaki nakłada na nas sytuacja: jeśli chcemy zmieniać siebie, musimy przemodelować swoją bańkę. Pisałem już o tym, czy zmienianie świata należy zaczynać od świata, czy od siebie. A może właśnie trzecia możliwość najlepsza: chcesz zmieniać świat – zacznij od swojej bańki? A z całą pewnością prawdziwe jest zdanie węższe: jeżeli chcesz zmienić siebie – zacznij od zmiany bańki.

Na koniec słodka, choć oczywista pigułka. Odświeżanie bańki, wywalanie ze znajomych jest – dzięki świętemu Markowi Z. – łatwiejsze niż kiedykolwiek. Jednym z klasycznych standardów fejsa jest przecież to, że nigdy nie wyświetla się powiadomienie, że zostaliśmy wyrzuceni. Nie będę mógł więc sprawdzić kto z Was potraktuje ten tekst jako zachętę, żeby usunąć autora ze znajomych. Do czego przecież nie zachęcam, ale też nie odradzam.

*

 

4 komentarzy

  1. Nie zgadzam się. Wiesz, ze Ci przykro jak Cię ktoś wywali. Każdemu przykro. U nas nie Ameryka. Nie zgadzam się. Trzeba szanowac ludzi także tych na fb. I wole nas niż Amerykę w tym miejscu.

    1. Nie mylmy pojęć – szacunek to jedno, a przymus obcowania z kimś to co innego. Nie ma niczego niegrzecznego w tym, że nie mamy czasu ani ochoty się z kimś kolegować, albo że ktoś z nami nie chce, o ile jasno stawia się sprawę i nie wystawia kogoś do wiatru. Tak samo jak nie mamy obowiązku całować kogoś, kto nam się nie podoba, albo umawiać się na randkę z kimś dla nas nieciekawym.

      A czy każdemu przykro – nie każdemu. I przede wszystkim nie po każdym.

    2. @xfgd:

      Nie, na szacunek to sobie trzeba dopiero zasluzyc. Nie widze zadnego powodu dlaczego mialabym szanowac kogos, kto jest toksyczna osoba i kazdą wypowiedz na moim wallu traktuje jako pretekst, zeby mi dokopac? Dlaczego mialabym szanowac kogos, kto nie umie sluchac, nie potrafi zachowac kultury dyskusji albo wręcz rzuca wyzwiskami pod adresem innych? Dlaczego mialabym szanowac kogos, kto jest jawnym rasistą i uważa „ciapatych” albo „czarnuchów” za podludzi?

      Nie, w realu takich ludzi nie szanuje i robie wszystko, zeby sie nie obracac w takim towarzystwie – niestety nie zawsze sie da. Za to fejsbuku mozna ich latwo wyeliminowac.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.