Wieczne mury

Wielkie wrażenie zrobiła na mnie piosenka wyborcza opozycji w wyborach prezydenckich na Białorusi, zaplanowanych na 9 sierpnia br. (czyli trzy dni po zaprzysiężeniu polskiego prezydenta). Oto ona.

Klip jest POTĘŻNY, a melodia jakby znajoma, prawda? Dla szczęśliwie niewtajemniczonych, jest to kolejna wersja słynnych „Murów” Kaczmarskiego. O samym Kaczmarskim już obszernie pisałem i nie będę się powtarzał. Jest to jakoś fascynujące, że „Mury”, piosenka, z której refrenu sam Kaczmarski żartował, że to „knajpiany walczyk” , a która w Polsce kojarzy się raczej ze smętnym kombatanctwem („Mury” na KODzie, nieszczęsny „Czarny Marsz”, zgrzytanie zębami), ciągle potrafi być siłą, która chce obalać reżimy. Promyczek nadziei dla tych, którzy wciąż wierzą w moc melodii i potęgę słowa.

Piszę, że to kolejna wersja, bo ta piosenka podróżuje po kontynentach i epokach. Oryginał, czyli L’estaca, powstał w roku 1968 i był dziełem katalońskiego autora Louisa Llacha. Napisany został oczywiście jako wyraz walki o wolność… tam i wtedy. Ale stawał się przez następne dekady pieśnią sprzeciwu w kolejnych krajach i systemach. Pierwszą polską wersją był „Mur” Zespołu Reprezentacyjnego, a najbardziej znaną oczywiście „Mury” Kaczmarskiego. L’estaca znalazła swoją inkarnację tunezyjską, a nawet wróciła na macierzyste łono kultury iberyjskiej, w repertuarze kubańskiego zespołu o wdzięcznej nazwie „La Babosa Azul” (czyli „Niebieski ślimak” — co ciekawe, tekst jest tłumaczeniem wersji polskiej, a nie katalońskiej). Coverów nie zliczyłby nikt, jidysz tutaj.

Wróćmy do wersji białoruskiej. Tekst jest konglomeratem Llacha i Kaczmarskiego, z przewagą tego pierwszego, plus dodatki miejscowe. Mnie najbardziej uderzył ten fragment

Но старики объясняют,
Что стенам вечно стаять,
Что нам ничего не поделать,
И надо терпеть и молчать.

czyli, jeżeli niczego nie mylę, bo przecież nie znam dobrze języka:

Jednak starsi nam wyjaśniają,
Że mury będą trwać wiecznie
Że niczego nie przezwyciężymy
I trzeba nam cierpieć i milczeć. 

I natychmiast uderzyły mnie te dwa pierwsze wersy, uderzyły, bo uświadomiłem sobie, że jestem w wieku — mam 37 lat, pozdrawiam rówieśnicy! – w którym w sumie nie wiesz, czy jesteś jeszcze po stronie młodych, którzy chcieliby te mury obalać, czy już po stronie tych, którzy wyjaśniają, że się nie da. W jesiennym „Przekroju” będzie mój tekst o tym, czym się różni młodość od wieku średniego, no a tak w skrócie tym się różni, że tego właśnie nie wiesz. Czy raczej, że jesteś okrakiem na barykadzie. Ciągle czujesz tę gęsią skórkę, chcesz dać się ponieść… ale uświadamiasz sobie nagle, że już doskonale rozumiesz tych „starych”.

Dlaczego właściwie oni są tacy sceptyczni? Dlaczego  to raczej młodzi ludzie będą się sprzeciwiać, stawiać opór i stawać do walki, a starsi będą mieli mniej siły i – przede wszystkim – mniej wiary w jej sens? Pytanie banalne, ale z gatunku z tych banałów, z którymi warto się mierzyć ciągle od nowa.

Z wiekiem człowiek może się stać bardziej zgorzkniały, a przynajmniej nabrać doświadczeń (czasem trudno odróżnić jedno od drugiego). Niejeden raz rozbił sobie nos, czy  głowę o mur. Jego życie zostało już skalibrowane, czasem wręcz boleśnie przycięte, przez rzeczywistość. Tego młodzi jeszcze — na szczęście! — nie poznali i dlatego to oni są reaktorem zmian, siłą napędową wszelkiego postępu. Są bardziej optymistyczni, bo się jeszcze tego optymizmu nie zdążyli oduczyć, ich wiara i zapał nie potopiły się jeszcze na rozmokłych traktach wieku średniego. No i wreszcie, to młodzi mają więcej do wygrania na zmianach, bo przecież życie przed nimi. Starsi mają natomiast więcej do stracenia. Bo są już w ten czy inny sposób ułożeni w życiu, to i owo sobie uwili. I nie chcą tego stracić, a zmiany tym grożą. To jest ta część banalna. Paulo Coelho pozdrawia i ja też pozdrawiam.

A teraz to, co mnie tak wyraźnie uderzyło, gdy usłyszałem to старики объясняют, что стенам вечно стаять. Otóż im człowiek jest starszy, tym wyraźniej widzi, że tych wszystkich murów, ograniczeń i wszelkich zniewoleń jest w życiu dużo więcej, niż się początkowo zdawało. A nadmierne skupienie się tylko na jednym pozwala nie widzieć pozostałych. Polityka szczególnie się do tego nadaje, jakże magnetyczne są przecież te hasła „Zmienimy system, zmienimy rząd — i wszystko będzie już dobrze”. Otóż nie będzie, bo to była od początku iluzja, złudzenie optyczne, że za wszystkie nasze nieszczęścia odpowiada tylko ten jeden symboliczny „mur”.  Tak naprawdę jest ich dużo więcej, często są nieporównanie bardziej zakamuflowane, nieoczywiste, ukryte w samej logice systemu, w codzienności i w społeczeństwie, w naszym własnym życiu. Obalenie jednej przeszkody nie zmienia wcale tak wiele, niestety. To jest ta prawda, którą widzą starsi. I która sprawia, że trudniej jest im się zaangażować z taką wdzięcznością, wiarą i nadzieją, jak młodym.

A na wypadek gdyby to jeszcze nie było jasne — zacząłem od piosenki wyborczej, ale przecież powyższe nie jest o polityce białoruskiej. Jest o życiu.

*

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.